Return to site

Vilcabamba oaza spokoju i duchowości na południu Ekwadoru

Są różne sposoby podróżowania, różne style, a także różne cele. Ja czułam ogromną tęsknotę do dalekiego wyjazdu. Odczuwałam ogromne przyciąganie do ziem Ameryki Południowej mimo, że niewiele o nich wiedziałam. Czytanie książek podróżniczych czy uczestnictwo w festiwalach działało na mnie destrukcyjnie. Rozpalało ogromną tęsknotę i mocne emocje, których nie potrafiłam ujarzmić przez kilka dni. Przyszedł dzień, w którym odpuściłam walkę i poszłam za wewnętrznym głosem (przeczytaj o idei podróży). I właśnie w ekwadorskiej Vilcabambie odkryłam co mnie tak przyciągało. Duchowa część mnie. Zawsze była, ale upomniała się o uwagę :) A trafiłam do tej miejscowości podążając za intuicją...

Intuicja drogowskazem

Podążanie za moim wewnętrznym głosem wyrażało się na wiele sposobów i zaprowadziło mnie w cudowne miejsca. Moja podróż miała ogólne założenie - od Kolumbii do Chile, z północy na południe. Tylko tyle i aż tyle. Plan podróży powstawał na bieżąco z tego co mi grało w sercu, czy z tego co mnie w jakiś sposób przyciągało. Nie miałam “ to do” listy rzeczy do zrobienia, oprócz jednej. Chciałam odwiedzić miejsce, w którym produkują pachnące cuda. I tak, podążając za możliwością odwiedzenia plantacji, na których przygotowywane są olejki eteryczne, splotem różnych i nieoczekiwanych zdarzeń, trafiłam do miejscowości Vilcabamba w Ekwadorze. (Historia odnajdywania drogi na plantacje doczeka się kiedyś osobnego wpisu bo jest równie magiczna jak długa :) )

Miejsce to jest szczególne. Pod kątem noclegu oferuje wiele możliwości w rajskich lokalizacjach i niesamowitych warunkach. I tak, za 8$ za noc można mieć nocleg w ogromnej posiadłości w pakiecie z wieloma udogodnieniami - z basenem, ścieżkami do spacerowania, ogrodami pełnymi kwiatów, lekcjami jogi na platformie z widokiem na góry, ze stołami do bilarda czy też z mnóstwem hamaków rozmieszczonych w różnych magicznych miejscach. A takie “rarytasy” przy stylu podróży, który wybrałam to rzadkość.

Będąc w Vilcabamba obserwowałam jak pojawiali się inni backpakerzy nakręceni chęcią zwiedzania, chodzenia i zaliczania atrakcji, a po maksymalnie dwóch dniach leżeli na hamakach i delektowali się błogim nic nie robieniem. Miejsce bardzo temu sprzyjało i dla większości, po kilkukrotnym przedłużeniu pobytu, kończyło się na doładowanych do pełna bateriach i ruszeniu dalej. Jednak nieliczni znaleźli w tym miejscu coś więcej…

Pokręcenie się trochę po małym ryneczku, kilkukrotne pójście do restauracji “pozahotelowej” na obiad, rzut okiem na ogłoszenia w kilku witrynach i uważny obserwator w kilka chwil wiedział co się tam dzieje :)

Duchowe poszukiwania

Vilcabamba aż kipi wszelkimi możliwymi ścieżkami rozwoju duchowego. Spotkania, medytacje, ceremonie (Ayahuasca, San Pedro, ceremonia kakao, temazcal etc.), rytuały odbywają się codziennie - prowadzone przez różne osoby, w różnej tematyce.

Organiczne jedzenie jest dostępne, dosłownie wszędzie. Przez miasto przejdzie czasami, któryś z mieszkańców sprzedając ręcznie robione, bio-czekoladki, albo kiełki czy też ser z kokosa z imbirem. Odbywają się też regularnie targi żywności organicznej, na który przyjeżdżają hodowcy z okolic żeby sprzedać swoje produkty.

Ten wątek wpasowuje się idealnie w cel podróży do Vilcabamba, którym dla wielu jest, szeroko rozumiane, uzdrowienie.

Mieszkańcy Vilcabamba to w dużej mierze expaci, którzy zajmują się/interesują właśnie różnego rodzaju alternatywnymi metodami. Społeczność tę określiłabym różnorodną, intrygującą obok której trudno przejść obojętnie ;).

Gdy siedziałam w kawiarni normalnym było to, że jedni goście dyskutują o jakieś metodzie leczenia, drudzy z kolei o jakiś swoich duchowych przeżyciach i sposobach ich osiągania. Elementem codzienności jest też błogosławienie jedzenia w miejscach publicznych, a zdarzało się niejednokrotnie, że ktoś do tego śpiewał mantrę.

Nadzwyczajnie szybko odnalazłam się w tym środowisku i z otwartością umysłu i szczerą ciekawością obserwowałam co się dzieje. Całość obrazka, który przedstawiłam dopełniala obecność “hipisów” z różnych zakątków świata, którzy sprzedawali swoje rękodzieło na ulicach wokół ryneczku.

O wielu rzeczach, które zobaczyłam w Vilcabamba słyszałam wcześniej, jednak kondensacja tematyki rozwoju duchowego, mnogość ścieżek i metod w połączeniu z jawną, głośną i otwartą komunikacją robiły piorunujące wrażenie.

Bliżej natury

Najbardziej zachwycił mnie styl życia, blisko natury, a z daleka od szaleństwa i pośpiechu dzisiejszej cywilizacji. Jedną, najważniejszą inspiracją z tego pobytu było spotkanie z rdzennym mieszkańcem Ekwadoru, totalnie oderwanym od “matrixa”, który reprezentował wszystkim co robił, i wszystkim co mówił inny, dotąd niespotykany dla mnie system wartości. Jego podejście do życia podsumowałabym tak: totalne i pełne związanie i szacunek do “Pachamama” - Matki Ziemi i życie w zgodzie z Nią - pewnie tak jak niegdyś, nasi przodkowie.

Z upływem dni widziałam jednak coraz więcej cieni tego miejsca. Mnogość metod leczenia przyciągała chore lub “intensywnie poszukujące” osoby. Vilcabamba też, przez liczbę osób żyjących z dnia na dzień - “wolnych dusz” bez środków do życia, dawała odczuć energię braku. Zauważyłam też z czasem, że część z osób była otwarta tylko na wybraną ścieżkę/ metodę pracy, będąc ślepym na istnienie innych. Można oczywiście sobie z tym "poradzić" i wieść tam szczęśliwe, spokojne życie, blisko siebie i natury. Wiedziałam jednak, że to nie jest moje miejsce na Ziemi na dłużej. Odrobiłam swoją lekcję, przeszłam transformację i ruszyłam dalej przed siebie.

Ruszyłam przed siebie bogatsza. Dzięki pobytowi w Vilcabamba żyję w jeszcze większej symbiozie z olejkami eterycznymi, z którymi zaprzyjaźniona jestem już od kilku lat. W swoich wyborach jeszcze częściej kieruję się intuicją, bo wiele razy doświadczyłam, że nie zawodzi mnie. Poznałam też bratnią duszę - starszą siostrę, z którą jestem w kontakcie do dziś i z którą mam piękne wspomnienia, do których wracam gdy słońce jakoś słabo świeci ;). Mieszkałyśmy w okrągłym domku szamana, w rezerwacie przyrody, kąpałyśmy się w “Świętej Rzece Inków”, a rano witały nas piękne widoki i świeże mango na śniadanie.

Dzięki temu pobytowi zagłębiłam się też w moje zamiłowanie do przyrody, bardziej je rozumiem i umiem z niego korzystać :)

Moja podróż miała wiele różnych “twarzy”, ale wiem, że to doświadczenia podczas mojego miesięcznego pobytu w Vilcabamba miały dla mnie największe znaczenie i wpływ na dzień dzisiejszy.

Po doświadczeniu niesamowitych i niecodziennych rzeczy w trakcie mojej podróży, widzę największą magię w prostocie. Łączę na co dzień moją spirytualną część, z biznesem i z codziennością. Jest wiele miejsc i krajów na Ziemi gdzie takie tematy należą do "normalnych", nieowiane są zażenowaniem czy zawstydzeniem. Krajów, w których czerpie się z doświadczeń duchowych, a dzięki lepszemu poznaniu siebie osiąga się lepsze efekty w życiu zawodowym oraz większe zadowolenie z życia prywatnego. Ja sobie taką rzeczywistość kreuję w Polsce - i całkiem dobrze mi to idzie. Wsłuchiwanie się w siebie i podążanie za głosem intuicji zagościło u mnie na stałe. A moja "normalność" nabiera bardziej wyrazistych kolorów, a jednocześnie jest spokojniejsza. No i co najważniejsze, jest taka... bardzo moja :))

All Posts
×

Almost done…

We just sent you an email. Please click the link in the email to confirm your subscription!

OKSubscriptions powered by Strikingly