Return to site

Triki na bezpieczną podróż

"Niebiezpiecznie tam jest", "nie boisz się, że ktoś Ciebie okradnie?", "słyszy się o porwaniach w Ameryce Południowej", "uważaj na kartele narkotykowe" i inne takie.

A tu niespodzianka :D Przyjechałam cała, zdrowa i szczęśliwa. Jednak przyznaję, że w mojej podróży poznałam osoby, które miały doświadczenia z serii tych "mniej przyjemnych". Jak ich uniknąć? Jak zadbać o siebie, swoje bezpieczeństwo i dobre samopoczucie? Przedstawiam kilka porad - u mnie się sprawdziły :)

Trzy święte krowy

Podstawą bezpieczeństwa jest pewność siebie. Osoba spoglądająca lękliwie przez ramię jest łatwiejszym "łupem" od tej, która idzie z podniesioną głową. Takie jest moje zdanie i takie wnioski wyciągam z własnych obserwacji (bo w psychologię nie mam ochoty się tutaj zgłębiać ;)).

Zadbanie o trzy kluczowe rzeczy zapewniło mi większy spokój w podróży i lepsze przeżywanie tego, co mnie otaczało.

 Pierwsza z nich to karta płatnicza, a raczej trzy karty. Bez pieniędzy da się podróżować, ale jest to znacznie utrudnione ;) Jedną kartę miałam zawsze przy sobie (w kieszeni albo małym plecaku), a pozostałe dwie w dużym plecaku albo szafce hostelowej. Zakładając hipotetyczną sytuację kradzieży plecaka podczas zwiedzania miasta, zawsze zostawały dwie karty, z których mogłam skorzystać. A jeśli w hostelu ktoś dobrałby się do mojej szafki - zawsze miałam jedną kartę ze sobą. Kolejnym zabezpieczeniem było to, że dostępne środki na karcie były niewielkie - regularnie przelewałam małe kwoty z konta głównego. A jak jesteśmy już przy pieniądzach - warto mieć ze sobą gotówkę. Bankomaty potrafiły odmówić posłuszeństwa, a kantor zawsze gdzieś się znalazł.

Przed wyjazdem, nastraszona złowieszczymi scenariuszami wydarzeń, szukałam jeszcze dodatkowych sposobów na bezpieczeństwo. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym głównym bohaterem opowieści staje się moja Mama! Wpadła na pomysł wszycia kieszonek po wewnętrznej stronie spodni. Jak wymyśliła, tak zrobiła. Kieszonki mieściły jedną kartę i kilka banknotów. Zmyślnie mocowane na solidne rzepy, czyli mogłam je odczepiać jak były niepotrzebne.

Drugi kluczowy element mojego ekwipunku to telefon. Moja łączność ze światem, system rezerwacji noclegów, mapa, aparat, kontakt z przyjaciółmi i wiele innych. Ogólnie rzecz ujmując - był dla mnie ważny ;) Żeby nie stracić mojego wiernego kompana podróży, szczególnie otaczałam go troską w tłocznych miejscach, na targach i w dużych miastach. Żeby zabezpieczyć zdjęcia z wyjazdu - największy mój skarb - prowadziłam konto na Facebook'u, konto na Instagramie, wysyłałam najlepsze ujęcia na rodzinnego whatsapp'a. Zainstalowałam też aplikację "Zdjęcia Google", która ściąga fotografie z aparatu i zawiesza je w chmurze.

Trzeci element to paszport. Oryginał leżał zwykle w hostelowej szafce albo w dużym plecaku. W planie miałam zostawianie dokumentów w recepcyjnych sejfach, ale jak zawitałam na południowoamerykańskie ziemie - najzwyczajniej nie czułam takiej potrzeby. Ze sobą zawsze miałam ksero paszportu i dla wygody też zdjęcie na telefonie.

Także łaziłam po miastach, wsiach i atrakcjach z lekkością, pewnością i spokojną głową.

Machu Picchu, Peru

Nie kuś

Każda próba kradzieży to ryzyko dla "zbója". Jeśli złodziej nie ma gwarancji, że ofiara ma przy sobie cenne rzeczy, szanse na próbę kradzieży maleją. Przenosząc to na praktykę - jeśli nie ma takiej potrzeby nie wyciągaj telefonu, nie wyciągaj aparatu, nie pokazuj pieniędzy. Kilka razy, żeby nie kusić losu, wychodząc z hostelu nie zabrałam nawet małego plecaka. W Cali w Kolumbii oraz Guayaquil w Ekwadorze czułam się na tyle niepewnie, że miałam ze sobą totalne minimum (pieniądze w magicznej kieszonce i telefon w spodniach).

Warto zadbać też o zminimalizowanie wyglądu "zagubionego turysty". Koloru skóry ukryć się nie da, ale na rozkładanie mapy i rozglądanie się naokoło przerażonym wzrokiem mamy wpływ ;) Nawet jak nie wiedziałam gdzie idę to wyglądałam jakbym doskonale znała swój cel. Oczywiście nie zawsze jest potrzeba takiego kamuflażu, ale warto znać swoje opcje. Przydatne bardzo okazały się mapy w aplikacji maps.me - ściągnęłam raz i korzystałam z nich bez dostępu do Internetu.

Nie kuszenie ma też swoje zastosowanie w mniej "ulicznych" okolicznościach. Jako, że większość czasu spałam w wieloosobowych pokojach dbałam o to, żeby nie zostawiać wartościowych przedmiotów na swoim łóżku. Często się zdarzało, że ktoś zostawiał czytnik książek czy laptopa na wierzchu. Ja też mam ogromne zaufania do życia jak i ludzi. Dlatego też zadbałam żeby tak pozostało ;) Chociaż chyba bardziej niebezpieczne od zostawienia elektroniki na łóżku było zostawienie szamponu pod prysznicem - moje dwa zmieniły tak właściciela.

San Pedro de Atacama, Chile

Odpowiedni "mindset"

We wspomnianych wyżej miejscowościach - w Cali i w Guayaquil - kilkukrotnie zapaliły się moje wewnętrzne syreny alarmowe. Wszystkie. Byłam też wiele razy w tak cudnych okolicznościach, wśród niesamowitych osób, że potrafiłam zostawić portfel i telefon na środku restauracyjnego stolika bez żadnej opieki.

Przed wyjazdem z Polski spotkałam się z koleżanką Gosią, którą podpytywałam o doświadczenia i porady z jej samotnych podróży. Jedną refleksję zapamiętałam szczególnie. Gdy czujesz, że coś jest "nie tak" - idź za tym głosem. Gdy czujesz się zbyt pewnie - włącz lampkę alarmową. Bardzo praktyczne okazały się te słowa.

Przy tym wątku dodam też, że korzystnie wpływającym na moje bezpieczeństwo był fakt ograniczenia spożywania alkoholu i wykluczenie jakichkolwiek używek. Tak, byłam w Kolumbii i nic nie brałam :P. Osobiście nie było to dla mnie żadnym wyzwaniem bo cenię sobie niezakłócanie percepcji. Wiem jednak, że inaczej jest imprezować z przyjaciółmi, w swoim mieście, a inaczej wśród obcych ludzi, na innym kontynencie gdzie nikt z bliskich nie wie gdzie jesteś. Na pewno można to robić rozsądnie, ale ja najzwyczajniej w świecie nie miałam takiej potrzeby.

Podróżując zadbałam nie tylko o siebie, ale też o swoją rodzinę. Nie chciałam żeby realizowanie moich marzeń i pomysłów miało negatywny wpływ na najbliższych - wykupiłam pożądne ubezpieczenie i zadbałam, żeby wrócić w jednym kawałku ;)

Najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że mając pewne ramy i założenia - nie musiałam zastanawiać się nad swoim bezpieczeństwem. Wyrobiłam sobie nawyki i działałam automatycznie. Cieszyłam się widokami, poznawałam ludzi, odkrywałam siebie. Nie dość, że nikt mnie nie okradł to znacząco się wzbogaciłam! O wiedzę, doświadczenia i ponczo z alpaki. 

All Posts
×

Almost done…

We just sent you an email. Please click the link in the email to confirm your subscription!

OKSubscriptions powered by Strikingly